Ukazuje się od 1946 w Krakowie, a następnie w Warszawie jako PRZEGLĄD ARTYSTYCZNY, od 1974 SZTUKA, Rok (55) XXVII | Wydanie internetowe Rok (1) SZTUKA 2020

film } Popioły i diamenty

Ale cyrk!

Sara Nowicka 25.06.2021

Najlepszym sprawdzianem dla filmu jest czas. Historia kina pokazuje, że recepcja wielu dzieł często zmienia się na przestrzeni lat. Te, które zostały przyjęte chłodno, nie raz są odkrywane po latach i uznawane za dzieła kultowe. Natomiast te cieszące się aprobatą krytyki i publiczności po premierze, nierzadko szybko się starzeją i zostają zapomniane w kolejnych dekadach. Zjawisko to jest szczególnie widoczne w przypadku nagradzanych tytułów – wiele artykułów poświęcono laureatom Oskarów czy Złotych Palm, o których dziś już nikt nie pamięta. Zbytni rozgłos budzi wielkie oczekiwania, a te bardzo łatwo zawieść. Widownia szybko zapomina nie tyle o filmach złych, ile o tych przereklamowanych, które nie były tak genialne, jak je opisywano. Jednym z takich filmów jest „Dom bez okien” (1962) Stanisława Jędryki.

Fabularny debiut reżysera, znanego z popularnych w latach siedemdziesiątych produkcji dla młodzieży takich jak „Wakacje z duchami”, „Podróż za jeden uśmiech” czy „Stawiam na Tolka Banana” był polskim kandydatem do Złotej Palmy w Cannes. Film nie został dobrze przyjęty – nakręcone w poprzedniej dekadzie „La Strada” (1954) Federica Fellinego i „Wieczór kuglarzy” (1953) Ingmara Bergmana uznane przez światową krytykę za dzieła genialne, ustawiły wysoko poprzeczkę dla dramatów psychologicznych kręconych w cyrkowej scenerii. W filmie Jędryki widać zbyt wiele podobieństw do wspomnianych obrazów i za mało reżyserskiej sprawności. Jednak „Dom bez okien” jest obrazem, który wciąż porusza i pokazuje gorzką prawdę o ludzkich charakterach. Choćby z tego względu warto, by obejrzeli go nie tylko studentki i studenci filmoznawstwa.

Film otwiera scena pokazująca wieczór jednego z obwoźnych cyrków. Występy są nieudane, artyści, poza utalentowaną akrobatką Teresą (Elżbieta Czyżewska), nie potrafią skupić na sobie uwagi publiczności, wśród której znajduje się urzędnik, po raz kolejny grożący zamknięciem przybytku. Dyrektor Szarlit (Józef Kondrat) błaga o ostatnią szansę, którą dostaje, by kolejny raz opracować nowy, porywający program. Widać, że sytuacja się powtarza, a jednak zespół nie traci nadziei na to, że teraz naprawdę im się uda. Nieoczekiwanie na ich drodze pojawia się Robert (Wiesław Gołas), syn słynnego artysty cyrkowego, który okazuje się nie mniej zdolny niż ojciec. Jako mim bawi publiczność do łez i ratuje wystąpienia koleżanek i kolegów, parodiując ich z tyłu sceny. Choć chłopak zdaje się upragnionym zbawicielem cyrku i motywuje trupę do ćwiczeń oraz rozwoju, to jednak nie jest mile widzianym gościem. Jak określa Teresa, Robert ma zamiast serca „krzywe lusterko”, a mało kto jest gotowy poznać płynącą z jego ust prawdę o sobie.

Nostalgiczna, cyrkowa sceneria, przeszyta goryczą nieudanych występów i zmarnowanych życiorysów, posłużyła Jędryce do opowiedzenia o ludziach, którzy boją się zmiany i są przyzwyczajeni do swego marnego losu. Podobny mechanizm można zobaczyć u przedstawicieli wielu profesji. Patrząc szerzej, można go odnieść do marazmu panującego w polskim społeczeństwie kilka lat po odwilży październikowej. Jednak wybór cyrku jest tu znaczący. To miejsce pełne skrajnych, przejaskrawionych emocji. Prawda kryje się tu pod ciężkimi makijażami i kiczowatą powłoką – w kwaśnym uśmiechu nieśmiesznego klauna, w bólu mięśni starzejącego się osiłka czy w kłótniach małżeństwa akrobatów. „Dom bez okien” to galeria tragicznych postaci: zdradzana żona, zmagający się z nałogiem sztukmistrz, nadwrażliwy komik, marnująca swój talent Teresa i inni artyści toczący walkę z upływającym czasem oraz brakiem umiejętności. Bohaterowie oszukują się wzajemnie, raz za razem zaczynając wszystko od nowa. Trudno powiedzieć, czy najbardziej rozpaczliwą postacią nie jest właśnie Robert, przybysz z zewnątrz, który przez zbyt dużą świadomość i realistyczną perspektywę nie może się dopasować i nie należy do żadnej wspólnoty. Widzenie prawdziwego oblicza sytuacji uniemożliwia mu poddanie się naiwnym emocjom, na których opierają się relacje w grupie.

Ból nie sączyłby się z ekranu tak dotkliwie, gdyby nie rewelacyjne kreacje aktorskie – nie raz przeszarżowane, ale wyjątkowo wiarygodne w swojej przesadzie (jakby dopasowane do cyrkowej estetyki). Poza Gołasem, Czyżewską i Kondratem w „Domu bez okien” występują m.in. Danuta Szaflarska i Tadeusz Fijewski, tworząc tu jedne ze swoich najlepszych kreacji.

Kino uwielbia kontrasty, w miejscach rozrywki widzi najlepsze tło dla tragedii. Choć klisze, którymi posługuje się Jędryka, nie zachwycają oryginalnością, to emocje wywoływane przez jego film działają i dziś, niemal sześćdziesiąt lat po premierze. Wysyp arcydzieł, jaki miał miejsce w polskim kinie na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, przyćmił wiele dobrych tytułów, dlatego zachęcam, żeby oprócz „Domu bez okien” rozejrzeć się za innymi, mniej znanymi produkcjami. Tym bardziej że wiele z nich jest dostępnych bezpłatnie (i legalnie) na stronach VOD, dzięki czemu nie jesteśmy już tak zależni od ogólnie przyjętego filmowego kanonu.

Sara Nowicka

urodzona w dwudziestą ósmą rocznicę powstania grupy OuLiPo w Świętochłowicach. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o mediach na Uniwersytecie Śląskim. Współzałożycielka Final Girls – magazynu o kinie i autorka bloga Kino w zwolnionym tempie.

Publikowała m.in. w: artPapierze, Kinomisji, Magivandze, Niewinnych Czarodziejach, Masce oraz e.CzasieKultury. Jedna z autorek w zbiorowym tomie 1000 filmów, które tworzą historię kina pod red. naukową dr hab. Piotra Kletowskiego. W wolnych chwilach joginka i flâneuse, która zaskakująco dobrze znosi zamknięcie w czterech ścianach.

Polecamy

Upodobanie do brzydoty

Karolina Sierszulska

Kiedyś ktoś mi powiedział, obserwując mój zachwyt nad zdjęciami Fridy Kahlo, że mam „jakiś dziwny pociąg do brzydoty”. Wówczas pomyślałam – A co jeśli ten ktoś ma rację? Co jeśli „uwielbiam brzydotę”? Nic to, zaparłam się wtedy i nie pozwoliłam mojemu rozmówcy wygrać tej potyczki słownej, uznając koniec końców, oczywiście, że nie ma racji.

Transformacja

Sara Nowicka

Jednym z najpopularniejszych polskich tytułów tych wakacji jest „Rojst 97” – serial w reżyserii Jana Holoubka. To kolejna po zeszłorocznym „W głębi lasu” produkcja zrealizowana pod szyldem Netfliksa, która przenosi odbiorców w czasie do mitycznych lat dziewięćdziesiątych. Ogólna tendencja każe widzieć w tym zjawisku coś więcej niż wywołaną letnim czasem nostalgię. Tym bardziej że po epokę polskiej transformacji sięga nie tylko kino.

Mikro zachwyty nowej generacji, czyli viva mała, drewniana zabawka

Karolina Sierszulska
Ostatnio miałam okazję, po raz pierwszy od dłuższego czasu, odwiedzić niewielką wystawę młodych artystów w Krakowie. Po tylu miesiącach nieuczestniczenia w jakichkolwiek wydarzeniach kulturalnych, przyszłam tam z otwartym umysłem na nowe, dawno niewidziane. Właśnie wtedy przydarzyła się okazja, żeby poddać obserwacji zachowanie ludzi, ale przy tym także swoje. Jak reagują oni na sztukę i kulturę, na piękno i brzydotę,na to co jest im serwowane na obrazie czy fotografii.