Collage

6 sie, 2025Marta Ba

„Wolność to być i zachować spokój”
Pablo Neruda

Spacerując po miastach i cyklach, przypominam sobie, że według Nietschego cenne są jedynie myśli, które pojawiają się podczas spaceru. Nie można ich zapisać, bo nie można spocząć. Ale one nie giną.

Dwa ukochane miasta – Paryż i Kraków, kiedy je przemierzam utulona w samotność, wiem kim jestem i dlaczego.

Czerwiec 2025. Uniwersytet Paris 8. Najpierw metrem do Saint-Denis.
Byłam w Paryżu wiele razy po studiach, jednak wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy żeby tu przyjechać.
Ale dziś jest ten idealny dzień.
Na całym terenie uczelni trwa generalny remont, niektóre części są już odnowione, inne w toku prac.
Z początku niepewnie poruszam się po labiryncie. Pełno wszędzie kładek, schodów, krat, rusztowań. Zarysy świeżych murali. Mało ludzi.
Zaczynam cokolwiek rozpoznawać, ciemna cegła, piętra, korytarz, chyba tak wielkiej biblioteki tu nie było… Cofam się i wracam. Długie schody, główne wejście, hall, a więc tak, jestem na pierwszym piętrze w gmachu głównym, to znaczy, że już wszystko wiem – idę korytarzem, pusto, mijam otwartą salę z wielkim fortepianem i krzesłami z pulpitami, idę dalej, po drodze czytam nazwy różnych pracowni, wchodzę do jasnej sali i w sekundzie przenoszę się do 1997 roku, to w tej przestrzeni bronię wtedy pracy magisterskiej pod tytułem „Nie-skończone w sztuce. Plastyczne partytury i pasaże”.
Wszystkie ściany zapełnione są hasłami, rysunkami, graffiti, nakładają się na siebie rozmaite treści, kolory, warstwy czasu. Pan z ekipy remontowej mówi, że za dwa-trzy dni to wszystko zniknie, będą odnawiać całą salę. Więc mam szczęście – odpowiadam. Pan nieco dziwnie na mnie patrzy.
Na wąskiej ścianie z boku rozpoznaję mural z tamtych lat – kwiaty, drzewa, nad nimi maska, trochę śmieszna trochę straszna, w stylu Art brut.
Na sąsiednich ścianach rozpychają się antyimperialistyczne hasła rewolucyjne, wielorakie roszczenia, nawoływania do buntu i inne osobliwe cytaty jak na przykład „la vraie vie c’est l’angle mort„ (prawdziwe życie to martwy punkt), …„l’anarchie c’est le partage du pouvoir„ (anarchia to podział władzy), „le repas à un euro, sinon on mange les riches„ (żarcie za 1euro bo zjemy bogatych), „sex work is work”, „antifa”, „nous sommes des zombies à necropolis„ (jesteśmy żywymi trupami w necropolis), „fuck les idoles”, „go vegan”, „autogestion du lieu par manque d’autorités„ (samozarządzanie miejscem z braku autorytetów) „faites l’amour pas la guerre„ (miłość zamiast wojen)…a na środku największe ze wszystkich litery graffiti w kolorach flagi Palestyny – FREE PALESTINE.

Nawet białe ściany za kilka dni nie wymażą pieśni o stanie świata, a ja wspominam nie-skończone, i moją promotorkę Michèle Casanova, i jej okazałą biżuterię, która wydawała mi się zawsze niezwykle egzotyczna.

Reszta dnia bez planu. Na place Saint Sulpice trwają przygotowania do Salonu Poezji, jest upał, metalowe krzesełko w Jardin du Luxembourg zaprasza na ekspozycję żywych obrazów życie Paryżan w porze obiadu.
Stara chuda kobieta, chyba Japonka, a może Koreanka, a może Chinka ciągnie wózek z tobołami podpierając się kulą. Na plecach dźwiga wielką gitarę. Wchodzi do drewnianego domku, na fasadzie którego widnieje napis Le Chalet de la Roseraie, w tłumaczeniu Różany szalet.

W Grand Palais trwa wystawa Art brut, co za wspaniała wiadomość!!!
W latach dziewięćdziesiątych przeżywałam wielką fascynację tym nurtem, teraz odkrywam na nowo fragmenty i ilustracje z nim związane, w odnalezionej całkiem niedawno własnej pracy magisterskiej. Jakie to miłe czytać i oglądać coś swojego sprzed lat… o czym się właściwie zapomniało. Dawna ja i ja teraz. Lubię te wycieczki.
Mogę swobodnie oddać się nastrojowi kultowej „Gry w klasy”; kilka rozdziałów z książki było inspiracją do instalacji, którą przedstawiłam na obronie jako część praktyczną. Coïncidences non fortuites, czyli nieprzypadkowe zbiegi okoliczności, nieprzewidziane zdarzenia, na które chyba się czekało nie wiedząc jeszcze, że istnieją. Dlatego wystawa Art brut dzieje się właśnie teraz, i ściany w „mojej” sali w tej formie tuż przed stopniowym zanikaniem, przecież anarchia i przypadki to pojęcia wędrujące.

Niech żyje nieokiełznana ekspresja, bez okrzesania, bez granic. Niech żyją wariaci, anty-artyści tworzący sztukę „inną”, instynktowną, surową, niezafałszowaną, sztukę nieprofesjonalną, cokolwiek to znaczy. Zawsze byli wśród nas, długo niewidzialni. Dziś ich prace krążą po światowych galeriach i muzeach. Wielka w tym zasługa Jean’a Dubuffeta, który od 1945 roku konsekwentnie poszukiwał, gromadził i udostępniał dorobek twórczy osób wykluczonych, niewykształconych, niepełnosprawnych umysłowo.

Na wystawie w Grand Palais szczególnie porusza mnie zawieszony pod sufitem niesłychanie długi, bo ciągnący się daleko po ziemi arkusz papieru, zapisany gęsto literami/znakami, z daleka nie wiadomo…

Urodzony w Hamburgu w 1961 roku, Harald Stoffers w wieku 22 lat trafił do szpitala psychiatrycznego dla dorosłych, gdzie zaczął pisać pojedyncze słowa, czasem kilka słów na małych kawałkach papieru, które rozdawał wokół siebie. Następnie krótkie wiadomości przekształciły się w dłuższe listy adresowane do jego „kochanej mamy”. W ten sposób Stoffers rozpoczął fikcyjną korespondencję z matką, w której wszystkie listy zaczynały się od słów „Liebe Mutti”. Z czasem listy stawały się coraz bardziej szczegółowe, a ich długość dochodzi czasem do kilku metrów. Dzieło Haralda Stoffersa, zaprezentowane w filmie Youssefa Tabti w Grand Palais w 2009 roku, było pokazywane w takich instytucjach jak Mona (Australia), Hamburger Bahnof i Pinacoteca Agnelli (Turyn), Galerie der Villa (Hamburg), Oliva Creative Factory (Portugalia), Dox Art Center (Praga) czy Maison rouge (Paryż). W 2021 roku jego dzieła trafiły do kolekcji MNAM (Francja).

Na pograniczu pisma, partytury muzycznej i kompozycji graficznej, listy Haralda Stoffersa, dzięki swojej niezwykłej intensywności, zachęcają zarówno do czytania, jak i do kontemplacji.
Pismo pojawia się na liniach narysowanych jak pięciolinie, nadając rytm i muzykalność. Czasami Harald umiejętnie rozrywa swoje wiadomości na cienkie paski, które z kolei tworzą list, który musimy sami złożyć.

Przechodząc przez most Dębnicki wyobrażam sobie jak za kilka dni będę przemierzać paryskie mosty.
Po drugiej stronie Wisły otrzymuję DAR od Czesława Miłosza.

Marta Bâ

Po maturze w Liceum Francuskim studiowałam na wydziale sztuk wizualnych (Arts Plastiques) na Uniwersytecie Paris 8 (1992-1997). Wkrótce po uzyskaniu dyplomu otrzymałam stypendium UNESCO/Aschberg Programme for Artists and Cultural Professionals na półroczną rezydencję w Senegalu, w Centrum Spotkań Twórczych Sobo-Badè. Spędziłam w Senegalu 10 lat.

Brałam udział w licznych warsztatach teatru tańca w Senegalu, później w miasteczku Joal prowadziłam warsztaty multidyscyplinarne dla młodzieży z rodzin katolickich i muzułmańskich. W wyniku tej pracy powstała inscenizacja „Le réveil des anges”, zaprezentowana w lokalnym Centrum Kultury. W 2009 roku, wspólnie z tancerzami z Senegalu i Kongo stworzyliśmy performance na prograniczu teatru i tańca na podstawie książki „Siddartha” H.Hessego. Premiera odbyła się w Centre Culturel Blaise Senghor.

Pracuję w Warszawie jako lektorka francuskiego, między innymi w stowarzyszeniu filmowców ZAPA, także tłumaczę, ostatnio głównie poezję. W latach 2010-2014 współpracowałam z reżyserką Mają Kleczewską przy trzech spektaklach w Opolu, Warszawie i Poznaniu („Zmierzch bogów” – współpraca dramaturgiczna, „Oresteja”, „Slow Man” – asystentura).

Jestem autorką dwóch utworów literackich:
– powieść autobiograficzna „O pamiętaniu” opublikowana przez wydawnictwo „Novae Res”(2014)
– „Arystokraci” – reportaż o bezdomności zrealizowany w Warszawie, Paryżu i Dakarze, przy wsparciu stypendium FPT Zaiks (2021).

Inne moje zainteresowania to filozofia i etnopsychologia. Na co dzień praktykuję taniec 5Rytmów i freediving.

Aktualności

Marta Bâ

Po maturze w Liceum Francuskim studiowałam na wydziale sztuk wizualnych (Arts Plastiques) na Uniwersytecie Paris 8 (1992-1997). Wkrótce po uzyskaniu dyplomu otrzymałam stypendium UNESCO/Aschberg Programme for Artists and Cultural Professionals na półroczną rezydencję w Senegalu, w Centrum Spotkań Twórczych Sobo-Badè. Spędziłam w Senegalu 10 lat.

Brałam udział w licznych warsztatach teatru tańca, prowadziłam także warsztaty multidyscyplinarne dla młodzieży z rodzin katolickich i muzułmańskich. W wyniku tej pracy powstała inscenizacja „Le réveil des anges”, zaprezentowana w Centrum Kultury w Joal-Fadiouth. W 2009 roku, wspólnie z tancerzami z Senegalu i Kongo zrealizowaliśmy performance na prograniczu teatru i tańca na podstawie książki „Siddartha” H.Hessego. Premiera odbyła się w Centre Culturel Blaise Senghor w Dakarze.

Obecnie pracuję w Warszawie jako lektorka francuskiego, między innymi w stowarzyszeniu filmowców ZAPA, także tłumaczę, ostatnio głównie poezję. W latach 2010-2014 współpracowałam z reżyserką Mają Kleczewską przy trzech spektaklach w Opolu, Warszawie i Poznaniu („Zmierzch bogów” – współpraca dramaturgiczna, „Oresteja”, „Slow Man” – asystentura).

Jestem autorką dwóch utworów literackich:
– powieść autobiograficzna „O pamiętaniu” opublikowana przez wydawnictwo „Novae Res”(2014)
– „Arystokraci” – reportaż o bezdomności zrealizowany w Warszawie, Paryżu i Dakarze, przy wsparciu stypendium FPT Zaiks (2021).

Inne moje zainteresowania to filozofia i etnopsychologia. Na co dzień praktykuję taniec 5Rytmów i freediving.

Polecamy

Kama Zboralska o rzeźbie i rynku sztuki w Polsce

Przez dekady rzeźba funkcjonowała w powszechnej świadomości według utartego, niemal pomnikowego schematu. Kojarzyła się z ciężką bryłą z marmuru lub brązu, zastygłą na wysokim cokole, albo z pamiątkowym popiersiem w muzealnej sali, do którego nie wolno się zbliżyć, a tym bardziej go dotknąć. Zastygła, dystyngowana i niedostępna – trwała w bezpiecznym dystansie od codziennego życia. Tymczasem świat trójwymiarowego tworzywa przeszedł cichą, lecz głęboką rewolucję.

Oś Transcendencji – rozmowa z Maliną Wieczorek

Twórczość Maliny Wieczorek, a w szczególności jej najnowsza wystawa „Oś Transcendencji”, stanowi radykalną propozycję powrotu do podmiotowości. Jako artystka, która przez lata z sukcesem łączyła świat kampanii społecznych z czystą formą malarską, Wieczorek zaprasza nas do procesu, który wykracza poza ramy estetyki.

Rozmowa ze Stasysem Eidrigevičiusem

Większość z nas patrzy na świat w sposób zaprogramowany na ignorowanie niewygodnych detali. Przesuwamy wzrokiem po nieszczelnych oknach, unikamy myśli o przemijaniu, a dźwięki pogrzebowych pieśni traktujemy jak tło, od którego najlepiej się odciąć. Stasys Eidrigevičius, wnikliwy obserwator ludzkiej kondycji robi dokładnie odwrotnie.

Share This