Szczodrość form i pamięć kamienia. Refleksje po wystawie Alfonsa Łosowskiego

12 lip, 2026Wystawy

Wnętrze pracowni

Są artyści, których obecność w przestrzeni miasta staje się tak naturalna, że przestajemy ją zauważać. Ich dzieła wtapiają się w codzienny krajobraz, współtworzą pamięć miejsca, lecz nazwiska twórców z czasem cichną. Właśnie do takich postaci należy Alfons Łosowski — rzeźbiarz, którego prace od dziesięcioleci współistnieją z architekturą Gdańska, choć dla wielu mieszkańców pozostają anonimowe.

Wystawa „Szczodrość Form”, prezentowana w Muzeum Uniwersytetu Gdańskiego, przywraca Łosowskiego zbiorowej pamięci. Nie czyni tego jednak poprzez monumentalną narrację czy spektakularny rozmach ekspozycji. Jej siła tkwi w skupieniu. To wystawa, która zaprasza do uważnego patrzenia, do zatrzymania się przy kamiennej bryle i wsłuchania w jej milczący język. Tytuł ekspozycji okazuje się niezwykle trafny. „Szczodrość” nie oznacza tu nadmiaru ani dekoracyjnej obfitości. Odczytuję ją jako hojność formy, zdolność artysty do wydobywania z kamienia wielu znaczeń przy użyciu środków skrajnie oszczędnych. Łosowski nie buduje narracji poprzez detal. Redukuje, upraszcza, syntetyzuje. A jednak jego rzeźby pozostają zadziwiająco bogate w emocje i skojarzenia. Najbardziej uderzające są głowy i torsy o zwartej, niemal archetypicznej konstrukcji. Szeroko rozstawione oczy, uproszczone rysy twarzy, monumentalna bryła, a wszystko to przywołuje pamięć najdawniejszych przedstawień człowieka. Można odnaleźć tu dalekie echo rzeźby kultur megalitycznych, sztuki prehistorycznej, przedromańskich kamiennych figur, a także fascynacji sztuką pierwotną, która tak silnie oddziaływała na twórców XX wieku. Jednocześnie Łosowski pozostaje artystą głęboko nowoczesnym.

Jego syntetyczny język formalny przywodzi na myśl poszukiwania Constantina Brâncușiego, dążącego do uchwycenia „istoty formy”, czy Henry’ego Moore’a, który traktował rzeźbę jako dialog bryły z przestrzenią 1.

To, co szczególnie wyróżnia Łosowskiego, to jego relacja z materiałem. Granit nie jest w jego rękach tworzywem całkowicie podporządkowanym woli artysty. Zachowuje swoją naturalną fakturę, ciężar i geologiczną pamięć. Rzeźbiarz nie ukrywa pochodzenia kamienia, nie wygładza go do perfekcyjnej gładkości. Pozwala materii współtworzyć dzieło. Dzięki temu rzeźby emanują pierwotną siłą i spokojem zarazem. Patrząc na prezentowane prace, miałam wrażenie obcowania nie tyle z portretami konkretnych osób, ile z uniwersalnymi obrazami człowieczeństwa. Twarze pozbawione indywidualnych cech stają się, przez to, ponadczasowe. Nie należą do jednej epoki ani jednego miejsca. Mogłyby zostać wydobyte z archeologicznych wykopalisk równie dobrze, jak powstać w XX-wiecznej pracowni rzeźbiarskiej. Największe wrażenie pozostawiają głowy i torsy o niemal archaicznym uproszczeniu. Ich spojrzenia są spokojne, skupione, pozbawione anegdoty. Nie przedstawiają konkretnych osób, są raczej symbolami ludzkiej obecności. W tym właśnie tkwi siła twórczości Łosowskiego. Osiąga on efekt, do którego dążyło wielu rzeźbiarzy XX wieku: redukując formę, nie zubaża znaczenia. Przeciwnie — otwiera przestrzeń dla refleksji odbiorcy.

Im dłużej oglądałam gotowe prace oraz fotografie jego rzeźb, tym bardziej nasuwało mi się jedno słowo: archetyp. Nie „prymitywizm”, nie „archaizacja”, ale właśnie archetyp człowieka. Myślę, że to jest klucz do jego twórczości zakorzenionej głęboko w pamięci kultury.

Wystawa przypomina również o drugim, niezwykle ważnym wymiarze działalności artysty, jego pracy rekonstruktorskiej przy odbudowie powojennego Gdańska. Dla historyka sztuki jest to aspekt szczególnie istotny. Odtwarzanie zniszczonych detali architektonicznych wymagało nie tylko mistrzostwa warsztatowego, ale także głębokiego zrozumienia historycznych stylów i pokory wobec oryginału. Łosowski należał do grona twórców, którzy współtworzyli powojenną tożsamość Głównego Miasta, przywracając mu rzeźbiarską tkankę utraconą podczas wojny. Ta dwoistość jego drogi twórczej fascynuje najbardziej. Z jednej strony wierny rekonstruktor historycznych form, z drugiej autor własnego, nowoczesnego języka rzeźbiarskiego. Rzadko spotyka się artystów, którzy potrafią równie przekonująco funkcjonować w obu tych obszarach. Kuratorkom wystawy udało się stworzyć narrację spójną i wyważoną. Archiwalne fotografie, dokumentacja prac rekonstruktorskich oraz zdjęcia z pracowni nie przytłaczają dzieł, lecz subtelnie je dopełniają. Dzięki temu zwiedzający może zobaczyć zarówno rzeźby, jak i człowieka stojącego za nimi. Artystę pracującego w kamienicy przy ulicy Mariackiej, otoczonego własnymi kamiennymi postaciami. Szczególną wartością ekspozycji jest uświadomienie odbiorcy, że twórczość Łosowskiego nie kończy się w muzealnej sali. Jego rzeźby żyją w przestrzeni Gdańska, na skwerach, w parkach, pomiędzy zabytkowymi kamienicami. Stały się częścią miejskiego pejzażu tak organicznie, że często przestajemy je dostrzegać. Wystawa pozwala spojrzeć na nie na nowo i przywraca im status dzieł sztuki, a nie jedynie elementów przestrzeni publicznej. Ta część ekspozycji przypomina, że odbudowa miasta była nie tylko przedsięwzięciem architektonicznym, ale również ogromnym wysiłkiem rzeźbiarzy i konserwatorów. Łosowski potrafił funkcjonować w dwóch pozornie odmiennych światach: w rekonstrukcji podporządkowywał się historycznemu wzorcowi, natomiast w twórczości własnej pozwalał sobie na pełną swobodę formalnych poszukiwań. Właśnie ta dwoistość czyni jego dorobek wyjątkowo interesującym z punktu widzenia historii sztuki.

Autor fotografii nieznany

 

Opuszczałam Muzeum Uniwersytetu Gdańskiego z poczuciem, że uczestniczyłam nie tylko w oglądaniu wystawy, ale w spotkaniu z artystą, którego twórczość przez lata była obecna obok nas, choć pozostawała niedostatecznie rozpoznana. „Szczodrość Form” okazuje się więc wystawą o czymś więcej niż rzeźbie. To opowieść o pamięci miasta, o trwałości kamienia i o ludzkiej potrzebie pozostawienia śladu. Alfons Łosowski nadał kamieniowi wymiar humanistyczny. W jego rzeźbach materia nie dominuje nad człowiekiem, lecz staje się nośnikiem doświadczenia, pamięci i obecności. Być może właśnie dlatego jego dzieła, mimo swojej prostoty, pozostają tak poruszające. Są ciche, ale nie milczące. Trwają w przestrzeni miasta jak kamienne świadectwa ludzkiego istnienia. Wystawa okazała się jednym z tych spotkań ze sztuką, które skłaniają do ponownego spojrzenia na dobrze znaną przestrzeń miasta. Jej bohater nie należy do grona twórców najczęściej przywoływanych w szerokim obiegu historyczno-artystycznym, a jednak jego dzieła od dziesięcioleci współtworzą wizualną tożsamość Gdańska. Ekspozycja nie ma charakteru monumentalnej retrospektywy. Jej siłą jest kameralność i konsekwentnie prowadzona narracja. Kuratorki skupiły uwagę na tym, co w twórczości Łosowskiego najistotniejsze: na relacji między syntetyczną formą a materialnością kamienia, między indywidualnym językiem artysty a pamięcią miejsca, w którym tworzył. Sztuka Alfonsa Łosowskiego przypomina, że prawdziwa wartość dzieła nie zawsze objawia się natychmiast. Czas bywa najlepszym krytykiem, ale również najlepszym sprzymierzeńcem. Rzeźby, które przez dziesięciolecia stały się niemal niewidzialnym elementem miejskiego pejzażu, dziś odzyskują swoją podmiotowość. Wystarczyło muzealne światło i uważne spojrzenie, by ponownie dostrzec ich siłę. Być może właśnie na tym polega najważniejsza rola historii sztuki – nie tylko odkrywać to, co zapomniane, ale także przywracać znaczenie temu, co od dawna znajduje się tuż obok nas.

Można również dostrzec pokrewieństwo z organiczną abstrakcją Hansa Arpa i Barbary Hepworth, choć twórczość gdańskiego rzeźbiarza zachowuje własną, wyraźnie odrębną tożsamość.

WYBRANE REALIZACJE W GDAŃSKU

Prace rekonstruktorskie:
udział w odtworzeniu figury Zygmunta Augusta z wieży Ratusza Głównego Miasta
fasady kamienic nr 37 i 45 przy ul. DługieJ
fasady kamienic nr 3, 26, 28, 40, 41 (Złota Kamieniczka), 42, 43 i przedproża nr 45 przy Długim Targu

Autorskie rzeźby w przestrzeni Gdańska:
„Mors” (granit) – skwer Świętopełka przy ul. Szerokiej Autor fotografii: nieznany
„Marabut” (granit) – ul. Piwna, przy Bazylice Mariackiej
„Legenda (Norwidowi)” (granit) – skwer przy ul. Klonowej
zespół 6 rzeźb (granit) – ul. Wodopój
popiersia Książąt Pomorskich Mściwoja II i Świętopełka II (granit) – Park Oliwski
zespół 4 rzeźb (granit, 1979) – Park Oruński
zespół 5 rzeźb (granit) nad Stawem Subisława

____

1 Można również dostrzec pokrewieństwo z organiczną abstrakcją Hansa Arpa i Barbary Hepworth, choć twórczość gdańskiego rzeźbiarza zachowuje własną, wyraźnie odrębną tożsamość.

Hanna Ścisłowska

Historyk sztuki, artysta grafik, muzyk, perkusistka jazzowego zespołu Oczi Cziorne w latach 1989–1992. W dorobku artystycznym ma kilka zbiorowych wystaw zorganizowanych przez Stowarzyszenie Era-Art w Gdyni, m.in. wystawy: „Pokolenia – matki i córki”, zbiorową wystawę malarstwa, tkaniny i rzeźby (Gdyńskie Centrum Organizacji Pozarządowych), Gdynia (2000), „Pokolenia Solidarności” (zorganizowaną z okazji 30-lecia Solidarności, Gdynia (2010). Pisała felietony z dziedziny historii sztuki, m.in. dla czasopism „Sztuka” oraz „Akademia w Mieście”.
W 1994 roku wydała na łamach Wydawnictwa Phantom Press książkę promującą cykl stanowiący o tradycjach kuchni regionalnych. W 2023 roku na rynku wydawniczym na łamach Wydawnictwa Naukowego ArchaEgraph ukazała się monografia autorki „Kościół Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Gdańsku Oliwie. Dzieje, charakterystyka i geneza formy architektonicznej w świetle analizy porównawczej”. Od kilku lat prowadzi blog o sztuce: Jedna sztuka.

Polecamy

61. Biennale Sztuki w Wenecji 2026

Biennale Sztuki w Wenecji to prawdziwa uczta dla osób uwielbiających sztukę. 61 Biennale rozpoczęło się w atmosferze napięcia i gwałtownych zwrotów akcji. Jeszcze przed otwarciem wydarzenia zmarła główna kuratorka Koyo Kouoh, co naznaczyło tegoroczną edycję szczególnym ciężarem, a polityczny wymiar wydarzenia od początku okazał się równie istotny jak program artystyczny.

Agata Mocarska

Aloise Corbaz

Biografia Aloïse Corbaz wydaje się niemal gotowym scenariuszem filmowym – i rzeczywiście, po czasie stała się ona inspiracją dla filmu Aloise. Nie jest to jednak klasyczna opowieść biograficzna. To raczej historia stopniowego oddalania się od rzeczywistości i zanurzania w świecie wyobraźni, który z czasem staje się jedyną możliwą formą istnienia.
Antek Markiewicz

Share This