Ukazuje się od 1946 w Krakowie, a następnie w Warszawie jako PRZEGLĄD ARTYSTYCZNY, od 1974 SZTUKA, Rok (55) XXVII | Wydanie internetowe Rok (1) SZTUKA 2020

film } Popioły i diamenty

Młodość

Sara Nowicka 23.05.2021

Kiedy byłam nastolatką, w Polsce powstawało niewiele filmów i seriali dla mojej grupy wiekowej. W ugrzecznionych portretach młodzieży pokazywanych w popularnych serialach lub kinie bezmyślnie kopiującym amerykańskie wzorce, trudno było znaleźć przynajmniej ułamek prawdziwego życia. W liceum swego rodzaju lustro dostrzegłam dopiero w „Niewinnych czarodziejach” Andrzeja Wajdy z 1960(!). Przywdziewane przez bohaterów maski i cynizm, ukrywający ból i wrażliwość, wydawały się znacznie bliższe pokoleniu wzrastającym na piosenkach Cool Kids of Death niż to, co rodzimi twórcy kreowali wówczas na ekranie.

Tak sytuacja wyglądała na początku XXI wieku i mam wrażenie, że z każdym rokiem jest coraz lepiej. Dwudziestokilkuletnia ja dostawała już całkiem sporo filmów o swojej generacji. Najczęściej kino przeestetyzowane i nieznośnie sztuczne, ale jednak z elementami prawdziwej rzeczywistości i strzępkami osobowości, które mogłam obserwować na co dzień. „Małe stłuczki” (2014, reż. I. Grzyb, A. Gowin) pod względem gierek, które toczą bohaterowie, jest szczególnie bliski przywołanemu filmowi Wajdy. Pozytywnie wyróżniają go lokacje (tło wydarzeń stanowi Łódź, a nie spowszedniała Warszawa) i wiarygodne kreowanie przestrzeni, szczególnie mieszkań, które do dziś w polskim kinie nie mogą wyjść poza dualizm „bieda i PRL-owska meblościanka” a „nowoczesne pomieszczenia z czasopism wnętrzarskich”. Równie intrygujące, co irytujące są „Hardkor Disco” (2014, reż. K. Skonieczny) i „Wszystkie nieprzespane noce” (2016, M. Marczak) oraz podobne im obrazy. Oba tytuły reprezentują przeciwległe bieguny – pierwszy jest teledyskowym, dopracowanym formalnie i chłodnym obrazem. Z jednej strony życie postaci jest intensywne, z drugiej – puste wewnętrznie. Podczas seansu ma się wrażenie oglądania wydrążonych ludzi, papierowych konstruktów, a nie osób z krwi i kości. „Wszystkie nieprzespane noce” to kino intymne, kręcone drżącą kamerą, pozbawione rozmachu i widowiskowości obrazu Skoniecznego. Dokumentalizowany dramat pokazuje imprezową wędrówkę dwóch przyjaciół, którzy wraz z byłą dziewczyną jednego z nich, nie tylko poznają nocne życie, lecz także prowadzą wiele emocjonalnych rozmów. Jednak również w filmie Marczaka, w intencji bardzo autentycznym, portrety młodych ludzi wydają mi się nie do końca wiarygodne. Chociaż może po prostu jest to środowisko, którego nie znam i z którym nie mogę się utożsamić jako osoba wychowana w małomiasteczkowym blokowisku.

Przedstawienie małych miejscowości w polskim kinie napawa grozą – to siedliska biedy i patologii, a w najlepszym przypadku nudy i braku perspektyw. Do czasu premiery „Bożego Ciała” (2019) Jana Komasy nie widziałam wiarygodnych wizerunków młodzieży spoza wielkich miast. Reżyser, który w moim odczuciu ma największy dar do tworzenia angażujących i realistycznych psychologicznie historii młodych bohaterów, jako jeden z nielicznych posługuje się żywym, a nie literackim językiem, brzmiącym jak ten używany naprawdę. Komasę wyróżnia również empatia, zrozumienie decyzji i zachowań postaci. Choć czasem twórca nie potrafi uciec od oceny, czy próby moralizowania (obie części „Hejtera”) to jednak zdaje się, że jest filmowcem, który na naszym podwórku podszedł do nastolatków i dwudziestolatków najbliżej. Długo myślałam, że nic lepszego od Komasy już się w polskim kinie coming of age nie zdarzy. Aż zobaczyłam „Ostatni komers” (2020) Dawida Nickla.

Film, którego premiera w kinach ma nastąpić w drugiej połowie czerwca, posiada wszystko to, czego brakowało jego poprzednikom. Reżyser ukazuje nastolatków z nieprzeciętną czułością i empatią, pozwala publiczności wejść pod ich skórę i przeżyć wszystkie, szalenie mocne w tym wieku emocje. Nickel nie ocenia i nie wartościuje – u niego dresiarz to nie potencjalny przestępca, ale wrażliwy chłopak. Kurator i ciąża nie czynią z piętnastoletniej bohaterki społecznego marginesu, a inna orientacja nie skazuje na odrzucenie rodziny. „Ostatni komers” nie powiela schematów nagminnie pojawiających się w rodzimym kinie. Mówi o młodych ludziach ich językiem, w czym zasługa dialogów zaczerpniętych z powieści „Ma być czysto” Anny Cieplak. W tym filmie po raz pierwszy widziałam fragmenty własnych wspomnień, osobowości, które sama znałam. Role bohaterów przypominają figury z amerykańskich filmów, co jeszcze bardziej przybliża kino rzeczywistości, gdyż poszukujące własnej tożsamości nastolatki, często inspirowały/inspirują się wzorami z zachodnich produkcji. Mimo tej uniwersalności autor tworzy film na wskroś współczesny, niezapominający o roli smartfonów, apek i instagramowych filtrów. Intencje reżysera nie stworzyłyby dobrego kina, gdyby nie świetna praca aktorów, w większości naturszczyków, którzy dodali swoim bohaterom ikry i autentyzmu. Szczególnie zapada w pamięć Monika kreowana przez Sandrę Drzymalską, łącząca prowokacyjną, młodzieńczą wulgarność z subtelnością i umiejąca wyrazić jednym spojrzeniem pełną paletę emocji. Aktorkę można oglądać w serialu „Sexify”, który niedawno zadebiutował na platformie Netflix. Swoją drogą to kolejny pozytywny przykład kina o młodych ludziach i dla młodych ludzi. W porównaniu do „Ostatniego komersu” dużo więcej tu stereotypów, klisz i efekciarstwa, jednak na pewno nie można mu odebrać palmy pionierstwa w kwestii odważnego opowiadania o kobiecej seksualności. Mnogość tekstów na temat „Sexify” i (nierzadko zgorszone) głosy w debacie publicznej, przynoszą nadzieję na przełamanie tabu. Serial ma faktyczny potencjał podobania się młodej publiczności, o czym świadczą wysokie wskaźniki oglądalności. Wygląda na to, że niedojrzali bohaterowie zostali nareszcie w pełni zauważeni przez polskich filmowców. Teraz jeszcze trzeba znaleźć miejsce i pomysł na seniorów.

Sara Nowicka

urodzona w dwudziestą ósmą rocznicę powstania grupy OuLiPo w Świętochłowicach. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o mediach na Uniwersytecie Śląskim. Współzałożycielka Final Girls – magazynu o kinie i autorka bloga Kino w zwolnionym tempie.

Publikowała m.in. w: artPapierze, Kinomisji, Magivandze, Niewinnych Czarodziejach, Masce oraz e.CzasieKultury. Jedna z autorek w zbiorowym tomie 1000 filmów, które tworzą historię kina pod red. naukową dr hab. Piotra Kletowskiego. W wolnych chwilach joginka i flâneuse, która zaskakująco dobrze znosi zamknięcie w czterech ścianach.

Polecamy

Upodobanie do brzydoty

Karolina Sierszulska

Kiedyś ktoś mi powiedział, obserwując mój zachwyt nad zdjęciami Fridy Kahlo, że mam „jakiś dziwny pociąg do brzydoty”. Wówczas pomyślałam – A co jeśli ten ktoś ma rację? Co jeśli „uwielbiam brzydotę”? Nic to, zaparłam się wtedy i nie pozwoliłam mojemu rozmówcy wygrać tej potyczki słownej, uznając koniec końców, oczywiście, że nie ma racji.

Transformacja

Sara Nowicka

Jednym z najpopularniejszych polskich tytułów tych wakacji jest „Rojst 97” – serial w reżyserii Jana Holoubka. To kolejna po zeszłorocznym „W głębi lasu” produkcja zrealizowana pod szyldem Netfliksa, która przenosi odbiorców w czasie do mitycznych lat dziewięćdziesiątych. Ogólna tendencja każe widzieć w tym zjawisku coś więcej niż wywołaną letnim czasem nostalgię. Tym bardziej że po epokę polskiej transformacji sięga nie tylko kino.

Mikro zachwyty nowej generacji, czyli viva mała, drewniana zabawka

Karolina Sierszulska
Ostatnio miałam okazję, po raz pierwszy od dłuższego czasu, odwiedzić niewielką wystawę młodych artystów w Krakowie. Po tylu miesiącach nieuczestniczenia w jakichkolwiek wydarzeniach kulturalnych, przyszłam tam z otwartym umysłem na nowe, dawno niewidziane. Właśnie wtedy przydarzyła się okazja, żeby poddać obserwacji zachowanie ludzi, ale przy tym także swoje. Jak reagują oni na sztukę i kulturę, na piękno i brzydotę,na to co jest im serwowane na obrazie czy fotografii.