Rozmowa z Wojciechem Zarembą
Gdy wysiadasz na lotnisku w Akrze, uderza cię nie tylko wilgotne powietrze, ale przede wszystkim ciepło, które otula ciało niczym miękka pierzynka. Dla Wojciecha Zaremby, fotografa i twórcy projektu „Stratos”, to uczucie stało się codziennością przez dwanaście lat. Ghana nie jest dla Polaków oczywistym kierunkiem – to kraj wciąż nieodkryty przez masową turystykę, surowy i autentyczny, daleki od wygładzonych kurortów Kenii czy Tanzanii. To właśnie ta „nierozwinięta” turystycznie przestrzeń stała się dla Zaremby soczewką, przez którą dostrzegł to, co w Europie dawno zgubiliśmy.
Współczesny Europejczyk żyje w stanie permanentnego napięcia, planując, zabezpieczając i goniąc za mitycznym „jutrem”. W Ghanie, kraju, który łączy w sobie blask złota i ropy z mrocznym cieniem fortów niewolniczych, autor odnalazł zupełnie inny rytm. To miejsce, gdzie jutro jest abstrakcją, a jedyną pewną walutą jest chwila obecna. Jak to możliwe, że w świecie pozbawionym naszych technologicznych i socjalnych „bezpieczników”, ludzie promieniują spokojem, którego my – mimo całego naszego uprzywilejowania – możemy im tylko zazdrościć?
Zaremba celnie punktuje nasz największy paradoks: cenimy to, co posiadamy, dopiero w momencie, gdy to tracimy. W Ghanie spotkał ludzi, którzy posiadają niewiele, ale ich skromność nie ma nic wspólnego z nieszczęściem. Kobieta odpoczywająca na ławce przy domu z gliny i piasku nie jest symbolem biedy, lecz uosobieniem spokoju i pewności siebie. Ona nie patrzy w przyszłość z niepokojem; ona po prostu obserwuje „białego człowieka” z rozbawieniem, celebrując fakt, że jest tu i teraz. Frustracja i kompleksy Europejczyków wynikają z nieustannego bycia „hej do przodu”. Chcemy szybciej, więcej i lepiej, co w efekcie tworzy wewnętrzną destrukcję. Ghańczycy nauczyli fotografa, że dążenie do nieosiągalnych marzeń odbiera nam możliwość dostrzeżenia piękna w tym, co już mamy. Tam, gdzie nie ma wyścigu, pojawia się przestrzeń na dialog i autentyczną radość z obecności drugiego człowieka.
W Ghanie jest takie powiedzenie, że jutra nie ma. Nikt nie wie, co przyniesie kolejny dzień, więc nie ma sensu poświęcać mu zbyt wiele myśli. Jesteśmy tu teraz, rozmawiamy – to jest nasze życie i z tego należy czerpać pełnymi garściami.
Z perspektywy fotografa, ulice Ghany to nieustanny spektakl balansu i gracji. To, co dla nas wydaje się niewygodą wymagającą współczucia, dla Ghańczyka jest szczytem ergonomii. Zaremba z zachwytem dokumentuje kobiety kroczące po torach kolejowych z ciężkimi ładunkami na głowach – od misek z owocami po 15-kilogramowe worki węgla czy nawet silniki motocyklowe. Robią to z taką lekkością, jakby brały udział w sesji dla prestiżowego magazynu mody.
Ghana to wyspa stabilności w niespokojnym regionie. Podczas gdy sąsiednie Burkina Faso czy Nigeria zmagają się z konfliktami, Ghana czerpie zyski ze złota, kakao i nowo odkrytych złóż ropy, pozostając jednym z najbezpieczniejszych miejsc na kontynencie. Ta stabilność współistnieje z tragiczną pamięcią o fortach niewolniczych, które do dziś stoją na wybrzeżu jako pomniki „czarnej strony historii”. Mimo tego bagażu i naturalnej nieufności wobec uprzywilejowanego „białego człowieka”, mieszkańcy zachowują niezwykłą życzliwość.
Kiedyś, daleko na prowincji, zatrzymał mnie policjant. Nie szukał mandatu, po prostu szeroko się uśmiechał. Gdy spytałem o powód kontroli, odpowiedział szczerze: „Wiesz, tak naprawdę to nic, ale nie widziałem białego człowieka od jakichś trzech lat. Chciałem po prostu zatrzymać cię i spytać, co u ciebie słychać”.
Dwanaście lat w Ghanie to dla Wojciecha Zaremby czas „wyhamowania”. To proces oduczania się europejskiej gonitwy i nauki pokory wobec otaczającego świata. Choć fotograf przyznaje, że wciąż nosi w sobie nawyki cywilizacji sukcesu, Ghana wszczepiła mu wirusa uważności. To doświadczenie zmusza do rewizji naszych pojęć o luksusie i niedostatku.
Wywiad przeprowadziła:
Agata Mocarska
Realizacja i produkcja:
Marcin Gregorczyk
Aktualności
Szczodrość form i pamięć kamienia. Refleksje po wystawie Alfonsa Łosowskiego
Polska awangarda doceniona po czasie, czyli Franciszka i Stefan Themersonowie
Polska awangarda doceniona po czasie, czyli Franciszka i Stefan Themersonowie
Dom, którego nie widać – wystawa Aleksandry Batury w Warszawie
