La vie est belle et courte
Ralentissez-la, prolongez-la
Życie jest piękne i krótkie
Zwolnij je, przedłuż
Yaseen Khan
I znowu jest pełnia. Różowa. Wiosenna.
Czas przyspieszył niebywale, nie wiadomo z czego to wynika, z tysiąca bodźców,
z nieustannego przepływu niezliczonych informacji ze świata, z komórek, portali, postów,
z szybkości wchłaniania, oglądania, słuchania w pędzie kilku komunikatów w kilkanaście sekund,
a może z wieku…
Rzeczywistość dociera, ale tylko do powierzchni, nie ma czasu na przyswojenie, czasu na zastanowienie, za chwilę kolejne wiadomości, wieje grozą, niewiadoma rośnie jak piramida.
Brakuje przestrzeni na myślenie głębokie. Trzeba sobie tę przestrzeń budować i o nią dbać.
Spowolnić czas w chłodny kwietniowy poranek, zaparzyć świeżą mate, nie myśleć.
Jak dobrze było żyć bez komórek, bez internetu, spotykać się na Pont des Arts bez umawiania i wcale się temu nie dziwić.
Niebo i woda z każdej strony przybrały różne odcienie. W stronę Pont Neuf nad wyspą ciągną chmury, ciemny puch, zza którego wyłania się delikatnie linia światła, złota rama, pojawia się i znika, gdyby spadł deszcz, schowam się pod wielkim czarnym parasolem Yaseena, będziemy ratować jego akwarele i poezję pisaną atramentem.
Z drugiej strony aura jest całkiem odmienna, jakby to był inny dzień, inne miasto, inna pora roku. Łódki nad srebrzystą wodą, kamienne bulwary, drzewa, okna, dachy, sylwetki w oddali, wszystko chłonie poranne światło wiosenne.
Siadamy na drewnianych deskach. Wybieramy dowolne miejsce i jeden widok. Z każdej strony jest ciekawie i każda perspektywa jest godna uwagi.
Yaseen Khan przyjechał do Paryża z Bombaju tak dawno temu, że już sam nie pamięta kiedy to było. Lubi mówić, że pochodzi stąd gdzie się w danej chwili znajduje.
Przechodnie zatrzymują się, oglądają obrazki rozwieszone na balustradzie. Przeważają małe formaty, głównie akwarele, i wplecione w nie słowa poetów. Pessoa, Apollinaire, Verlaine, Yaseen… kołyszą się między wodami, a są tam widoki Paryża, kolorowe ptaki, akordeonistka z głową trójkątem, morze, słońca, leśne wąwozy, ciemne uliczki, zamek na klifie, dużo trójkątów.
Oczywiście mam ochotę szkicować Yaseena i cały ten świat wokół niego, czarno-białe ptaki, które siadają mu na dłoni, a po chwili odlatują beztrosko w stronę Sekwany.
Koledzy i koleżanki z roku wybierają raczej inne perspektywy – architekturę, bulwary, łodzie, albo sam most na całej długości. I latarnie. Wskazówką od profesora i zarazem tematem przewodnim jest koncept NIEDOKOŃCZONEGO.
Michał Anioł, Rodin, Goya, Leonardo da Vinci to tylko niektórzy przedstawiciele nurtu non finito. W kontekście instalacji takiej jak choćby ta z trajektorią sznurków na tym samym moście (czytaj PASSAGE), dokończenie odbywa się oczywiście przy udziale widza-przechodnia, tak samo jest z instalacjami Jesusa Rafaela Soto. „Penetrables” – najsłynniejsze interaktywne rzeźby Soto składają się z gęstych sieci zwisających rurek, przez które widzowie mogą przechodzić, fizycznie doświadczając przestrzeni i światła.
No więc tak, mamy dziś rysować i przerywać, zostawiać obok i robić kolejny szkic. Pozostaje kwiestia tego kiedy przerwać! W procesie twórczym to szalenie interesujące doświadczenie. W procesie myślowym zresztą też. Nie doprowadzać myśli do końca. Pozwolić jej zawisnąć w próżni.
To tak jak z niedokończonymi rozmowami, jest ich mnóstwo w życiu każdego z nas i sęk w tym, że czasami wcale nie trzeba ich kończyć. A czasami się nie da. A potem ktoś odchodzi. Ale to nic.
Nic z tego co stworzycie nie zapowiada żadnego skończonego obrazu. To tylko efemerydy, tego się trzymamy – mówi profesor przechadzając się powoli, patrząc w nieokreślonym kierunku, we wszystkich kierunkach naraz, jakby na kogoś czekał.





